Jest 15.04.2010, godzina 20:00, stoję przed Lotem w Gdańsku. Jadę do Warszawy oddać hołd Prezydentowi i wszystkim ofiarom tragedii. Razem ze mną inni członkowie tej chyba naprędce skonstruowanej wyprawy. Jeszcze nie wszyscy się znają, ale przez najbliższą dobę będziemy "grupą z Gdańska". Są dziesięcioletnie dzieci i siedemdziesięcioletnie kobiety. Przyznam, że średnia wieku jest raczej średnia, ale mi to nie przeszkadza. Chciałem jechać, więc jestem.
Godziny mijają, zmęczenia nie ma, ludzie rozmawiają, niektórzy się modlą i rozmyślają. Dowiaduję się, że przede mną siedzi bardzo dobra przyjaciółka Anny Walentynowicz. Opowiada mojej mamie o tym, jak było kiedyś, jak teraz skromnie mieszkała Ania. Czemu się to wszystko potoczyło nie tak, jak trzeba. Opowiada spokojnie i rzeczowo. Żywa historia, zapomniana przez tych, którzy teraz historię piszą. Czuję się niesamowicie. Opowiada, jak zrobiła kurs maszynopisania, żeby Ani przepisywać jakieś teksty. Opowiada, jak bity rok siedziała w więzieniu. Na głowie czarny beret, pewnie moherowy. Z ust płyną słowa tak ważne, że chciałoby się nagrać, zapisać. Ot, zrządzenie losu - siedzę za Nią w autobusie... Jeszcze nie wiem, ze w ciągu tych 24 godziny okaże się, że połowa moich współpasażerów odbywała w latach 80-tych kary więzienia i była prześladowana z powodów przekonań politycznych. Na razie słucham tej Pani, nawet nie wiem, jak miała na imię. Cechowała ją niesamowita klasa i trzeźwość umysłu. Oraz poczucie żalu, że to nie tak miało być.
Dzieci śpią na podwójnych fotelach, jakaś kobieta rozdaje piękne biało-czerwone flagi z kirem zrobione ze wstążek. Mamy je wpiąć do naszych płaszczy, żeby się rozpoznawać. Wszystko ręczna robota.
2:00 - stolica! Stajemy w szpalerze za n-tym autobusem, w oddali widać Zamek Królewski. Jest i flaga polska, pomagam przykleić herb Gdańska. Kierowca musi iść spać, umawiamy się, że będzie można wrócić do autobusu o 6:00. "Proszę zostać w autobusie" - padają propozycje w kierunku co starszych osób oraz rodziców z dziećmi. Wykluczone - wszyscy idą! Niesamowite.
Wspinamy się. I mijamy: samochód na samochodzie, autokar za autokarem. Cudownie ciepła noc. Niby 2:00 nad ranem, a co rusz pozdrawiają nas zastępy ludzi. "I jak, ustatysfakcjonowani?" - pyta którejś z grup kobieta od nas. "Tak, tym że możemy chwile odpocząć, bo jeszcze stoimy w kolejce...". I spekulacje, ile godzin, jak długo, jak daleko. Ostatnie kroki po schodach i już widać Kolumnę Zygmunta. Jej podstawa tonie w ludziach. Pamiętam, że Pałac Prezydencki jest raptem kilkaset metrów stąd. Niedaleko. Damy radę.
Podchodzimy bliżej. Przy Kolumnie jest zakręt, a nie koniec kolejki! Lekki niepokój. Ale ruszamy, pod prąd, szukać końca. Idziemy. Jest ciepło, jest gwarno, jest tłoczno. Tysiące ludzi. Wciąż idziemy. Z każdym krokiem nasz hipotetyczny licznik oczekiwania w kolejce zwiększa się o kolejne minuty. Dokąd to może sięgać? Sięga prawie do Pałacu Prezydenckiego - łapiemy koniec kolejki na skrzyżowaniu Trębackiej i Krakowskiego Przedmieścia. Jesteśmy na końcu - czyli na początku. I widzimy koniec. Tak blisko - tak daleko.
Wokół poczty sztandarowe, znicze, piękni ludzie. W garniturach, z kwiatami, z wiązankami. Mnóstwo młodzieży, zorganizowanej albo pojedyńczej. Dziesiątki harcerzy. Ludzie przynieśli krzesełka, termosy i mnóstwo zadumy. Jest podniośle. Idę pod Pałac, a tam dywan zniczy. I co rusz do Pałacu wpuszczane są kolejne grupy ludzi. Na telebimach widać wnętrze Sali Kolumnowej i dwie trumny. I ten żar i przejmujący aromat bijący od setek płomyków pieczołowicie pielęgnowanych przez najmłodszych z harcerzy. Dzieje się coś ważnego.
Wracam do kolejki - ledwie drgnęło. Potem godziny zaczynają pędzić jak szalone. Posuwamy się do przodu, stoimy, siedzimy, posuwamy się, patrzymy z tęsknotą na kolejkę po drugiej stronie ulicy, która przesuwa się do Pałacu, my wciąż się od niego oddalamy. W końcu Kolumna Zygmunta - pętla, zakręt, upragniona zmiana kierunku! Jest chyba 4:30 rano. Nie jest tak źle. Teraz ostatnia prosta!
Wraz ze świtem pojawia się przejmujący chłód. Jest 6 rano. Kryzys. Nie minęliśmy jeszcze Kościoła Św. Anny. A miało być tak pięknie. Wychodzę z tłumu i idę do świątyni. Siadam w ławce. Kościół wypełniony ludźmi. Jedni się modlą, inni z głowami na ławkach. Drzemią, myślą, odpoczywają... Nieważne. Komuś dzwoni telefon, niedaleko. Właściciel chyba rzeczywiście śpi. Po kilkunastu sekundach wesoła melodyjka milknie. 6:30 - pojawia się ksiądz, zaczynamy odmawiać Różaniec. Chyba bardziej rozmyślam, niż mówię. O 6:50 ksiądz informuje, że zaraz rozpocznie się Msza Św. Wychodzę, żeby mi kolejka nie uciekła. Cóż, nie uciekła. Moja grupa stoi 15 metrów dalej. 15m na 50 minut... Ostatnia prosta.
I znowu czekamy. Czas mierzy się nie w minutach i godzinach, ale w metrach. Do drzewa, do kosza na śmieci, do latarni. Bliżej, bliżej, krok za krokiem. Ale kroków mało. Prawie sie nie ruszamy. Pojawia sie informacja, że Pałac zamknięty, bo sprzątają. Czekamy. Już niedaleko Centralna Biblioteka Rolnicza. Wchodzimy z zapytaniem, czy można skorzystać z toalety. Oczywiście, proszę, śmiało! Miły starszy Pan zaprasza, pokazuje drogę. W hallu jakaś rodzina je śniadanie i popija herbatę z termosu. Oglądam wystawy, czytam fragment czasopisma o nowoczesnych traktorach na wodór, biorę darmową płytę CD promującą polską wieś. Po wyjściu z Biblioteki jeden rzut oka na kolejkę i wiem, że nasze tempo to ok 10 metrów na 30 minut. Idę wzdłuż kolejki tzw. "martwą strefą" - obszarem wyznaczonym przez taśmy i strzeżonym przez Straż Miejską i Wojsko, żeby nikt sie do kolejki nie wpychał. Kolejka przeraża. Najgorzej, że tutaj robi się coraz szersza. A w pewnym momencie z tej fali ludzi formuje się pary. I nie ma żadnego przestoju. Po prostu jest nas bardzo dużo. Ta masa topnieje niesamowicie wolno...
W kolejce klimat wesoły. Starszy pan zaczepia młodą żołnierkę (żołnierza płci damskiej), zachwalając jej urodę. Ta zawstydzona ucieka. Po piętnastu minutach szczerze śmieje się z żartów owego Pana, który oferuje żołnierzom, iż będzie wykonywał ich polecenia, dotyczące zwężania kolejki. "Chyba tylko Pan nas tu słucha" - odpowiada lekko zirytowany młody wojak. Ale jest obiecująco. Jeszcze daleko, ale o ile bliżej niż ci wszyscy ludzie po drugiej stronie ulicy. Jest 10:00. Słońce przygrzewa. Chce się coś zjeść, trochę głupio wcinać dwa banany, które wrzuciłem do plecaka. W kolejce, a raczej morzu ludzi stoją obok nas: pielęgniarki, orkiestra morska i liceum z wrocławia. Oni się wyróżniali (strojem, wyposażeniem i transparentem). Reszta to Polacy, ludzie tacy jak my. Nie wiem skąd, wiem, że stoją razem z nami.
Starsze osoby siedzą na krzesełkach, harcerze roznoszą wodę. Pojawia się dziewczyna z pieciolitrowym baniakiem po wodzie mineralnej i oferuje jeszcze ciepłą herbatę - ostatnią porcję. Z ostatniej porcji robią się trzy. Ludzie piją chętnie, ale niewiele, żeby inni też mieli szansę na rozgrzewający trzewia napój. Starszy pan chwali ją za pomoc wolontariacką. Okazuje się, że dziewczyna też stoi w kolejce. Grubo za nami. Chcą ją wpuscic do nas. "Muszę swoje odstać" - szczebioce i już jej nie ma. Wow! Już nogi mniej bolą i nadzieji więcej po takiej akcji.
Mężczyzna z naszej grupy, młody, chyba 40-kilka lat ma stwardnienie rozsiane. Jego żona, chirug z zawodu, mówi o tym mojej mamie. "Chciał być bohaterem, a teraz ma" - denerwuje się. Patrzę na niego z podziwem. To ten, który co chwila żartuje - w autobusie, w kolejce, gdziekolwiek. A teraz widać na jego twarzy, że jest mu niesamowicie cięzko. Siedzi na małym krzesełku. Czeka. Jak my wszyscy. Ale w tym jego oczekiwaniu jest dla mnie coś niesamowitego... Mimo wszystko nie przestaje żartować.
Godzina 11:00. Jesteśmy już poparowani. To naprawdę ostatnia prosta. Strażnik miejski mówi nam, że jeszcze 40 min. Ale już widać Pałac. Podaję harcerzom znicze do zapalenia, samemu zapalać nie można. Wszystko jest juz odgrodzone. Mamy wyłaczyć telefony, nie można robić zdjęć. Wchodzimy na plac przed Pałacem. W nozdrza uderza piękny, kwietny zapach. Skąd to? I raptem widać - harcerki układają olbrzymi dywan z kwiatów, które ludzie przynoszą, by złożyć hołd. Kwiatów są tysiące, dziesiątki tysięcy. Im bliżej, tym pachną bardziej intensywnie. Z góry musi to wyglądać niesamowicie. Pierwszy raz będę w Pałacu Prezydenckim. Tak jak pewnie 90% stojących razem ze mną.
Pierwszy pokój - zdjęcia Anny Walentynowicz i oficerów BOR. Stopnie, nazwiska, czarne wstęgi. Powoli, w ciszy przesuwamy się gęsiego wzdłuż tych zdjęć do następnego pomieszczenia. A tam - widok niesamowicie paraliżujący. Po lewej stronie cztery dębowe trumny, po prawej cztery dębowe trumy i jeden pusty katafalk - tego ciała jeszcze nie zidentyfikowano. Stoisz w pewnym momencie pomiędzy ośmioma trumnami. Przejmująca cisza i te masywne, drewnanie kształty opatrzone imieniem i nazwiskiem. Straszne uczucie. Naprawdę. Łzy cisną się do oczu...
Wchodzimy po schodach do góry, czerwony dywan prowadzwi w poprzek pokoju prosto do Sali Kolumnowej. I oto jestem. Dwie trumny, dumna warta. Cisza. Przykękam, w głowie modlitwa. Czytam nazwisko, patrze na zdjęcie Pary Prezydenckiej. Potem w twarze tych, co trzymają wartę. Tego opisać się nie da. Przyklękam drugi raz, potem ostatnie spojrzenie za siebie, w myślach - "dziękuję!" - i już koniec, wyszedłem.
W sali kondolencyjnej rozłożone księgi. Conajmniej sześć, może i więcej. Wołają mnie. Nie będę się wpisywał. Wyciągam moje wydrukowane pożegnanie (raczek.salon24.pl/171198,moje-pozegnanie) i wkładam na chybił - trafił do wnętrza księgi. Potem przykładam do niej rękę, w głowie jeszcze raz - "dziękuję" i wychodzę. Zdążyłem zapamiętać jeden wpis - "Boże dziękuję Ci za tak wspaniałego Prezydenta, którego nam dałeś".
Zebraliśmy się wszyscy, możemy wracać do autobusu. Obcy ludzie, którzy stali obok nas w kolejce, żegnają się z nami i życzą nam lepszego jutra. U nas z kolei pojawiają się propozycje, żeby jechać na Belweder albo na Torwar. Potem okaże się, że pod Belwederem tez duża kolejka. Czemu nie pojechaliśmy na Torwar? Nie wiem, chyba już nikt nie miał siły się nad tym zastanawiać. Staliśmy w kolejce od 2:00 w nocy, do 11:30, kiedy to weszliśmy na 3 minuty do Pałacu Prezydenckiego, aby oddać cześć Parze Prezydenckiej i wszystkim ofiarom tragedii. Łącznie 9,5 godziny. Mam nadzieję, że ktoś liczy tych wszystkich ludzi. Rozmawiałem wczoraj chwilę z redaktorem Pospieszalskim. Mówił, że była tu dziewczyna, młoda studentka, która po odstaniu tych 10-ciu, a może i więcej godzin w kolejce, po wyjściu z Pałacu staneła na jej końcu jeszcze raz. "Wcześniej stałam dla Prezydenta. Teraz dla Jego Małżonki."
Do Gdańska przyjechaliśmy przed 21. Piszę to teraz na gorąco, ale mam świadomość, że o wielu rzeczach zapomniałem i wiele rzeczy przeoczyłem. Bo nie pamiętam nawet, jak mi tak szybko zleciał ten czas. Nie sposób opisać, tego co się tam działo i jak to wygląda w rzeczywistości. Telewizja tego nie oddaje. Będę o tym pamiętał do końca mojego życia.
16.04.2010 23:38
46
opublikowana w: Watchdog
Relacja z kolejki do Pałacu Prezydenckiego
skomentuj
skomentuj
Komentarze do notki46 |Zgłoś nadużycie
-
"Obcy ludzie, którzy stali obok nas w kolejce, żegnają się z nami i życzą nam lepszego jutra."
-
piekne
to ja zadam pytanie kto dzieli Polske? bo z pewnoscia nie Kaczynski..i to jest cudowne, widac Pan Bog chcial wstrzasnac polski narodem, by sie przebudzili i przejrzeli na oczy..
-
Dziekuje...
...za ta opowiesc!
-
@raczek
Jak to mogło się stać, że jako Naród daliśmy się tak ogłupić. Jak to się stało, że oszczerstwa, insynuacje, kłamstwa tak łatwo przyswajaliśmy? Jak łatwo sami śmieliśmy się, kpiliśmy, wyzwali Pana Prezydenta? Co się z nami stało?
Relacja wyśmienita.
-
@raczek
Dziękuję!
-
Bardzo piękna opowieść
Przeczytałem każde słowo.
Dziennikarze zaczynają słuchać tych co przyjechali.
-
Dziękuję za opis!
Stałam wcześniej, potem trochę żałowałam, bo chciałam oddać hołd także Pracownikom Kancelarii, pewnie bym jeszcze raz postała, ale żal mi ludzi - nie wolno im zajmować miejsca.
-
@prowincjałka
No wlasnie - Sierpień 80! Powiew zmian. W tej kolejce było coś irracjonalnego. Ludzie mdleli, fizycznie cierpieli, byli głodni i zwyczajnie zmęczeni. Stali bez ruchu czasem i po 30 minut. A mimo tego stali! Dla tych kilku minut w Pałacu. Dla spojrzenia w stronę trumien, oddania hołdu. Ale przecież hołd można oddać bez podróżowania nocą przez całą Polskę, bez stania 10 godzin w kolejce!
Czy może nie można?
-
@raczek
Bardzo dziękuję za tę relację. W ciągu tygodnia nie zebrałam się aby pojechać, teraz boję się, że jeśli tam pojadę, nie zdążę do Krakowa. Dobrze, że Ty pojechałeś.
Pozdrawiam serdecznie
-
raczek
Czytam i placze. Mieszkalam wiele lat w Trojmiescie i wiem, ze gdybym byla w Polsce stalabym razem z Toba w tej kolejce. Teraz jestem daleko od mojego kraju i moge tylko czytac tak piekne relacje. Jestem dumna z moich rodakow i tak bardzo zaluje, ze nie moge byc z nimi.....
-
@raczek
dzięki!
-
"Muszę swoje odstać"
dzięki Ci za ten opis.
-
@
Piękna relacja.
-
@raczek
Jesteś super, tekst też. Wydrukuj sobie dla potomności i do skoroszytu, bo w sieci może zagnąć, a co na papiurze to na papurze.
-
@raczek
Oddalem wczoraj hold tragicznie zmarlym -
Panu Prezydentowi Kaczynskiemu i Jego Malzonce,
Pani Marii.
Raczku, Twoj opis przypomina jako zywo, relacje ludzi czekajacych w kolejce na Harisa.
Pamietasz Harisa ?
Dzialo sie wtedy cos waznego.
'Ludzie mdleli, fizycznie cierpieli, byli glodni i zwyczajnie zmeczeni'.
pozdrawiam i zycze dalszych ciekawych publikacji
-
@raczek
Dziękuję za relację.
Byłam we wtorek - wtedy na ostatniej prostej formowało się nie pary, ale piątki, do środka wchodziły grupy składające się z około 10 piątek. O zakazie korzystania z telefonów i aparatów nikt nie mówił, w środku była informacja, ale nie wszyscy ją zauważali, więc jeszcze dopytywali żołnierzy/służby. Zresztą służby w ogóle zasługują na pochwałę, nie tylko harcerze, wszyscy byli bardzo kompetentni i uprzejmi.
-
@raczek
No wlasnie - Sierpień 80! Powiew zmian.
Może obecny Kwiecień będzie Sierpniem dla Pańskiego pokolenia? Nowa szansa? Oby.
-
PS
No i zgadzam się z Ufką - lepiej już nie odbierać miejsca innym, pewnie nie każdemu uda się wejść.
-
@ Autor
Dziękuję bardzo za tą relację, taką od serca.
Pozdrawiam serdecznie
-
@raczek
Jeszcze coś chciałam dorzucić: dzięki widokowi wciąż przesuwającego się tłumu stale transmitowanemu w TV łatwiej przetrwać - to się przenosi.
-
Niezwykła relacja
Możnaby pomyśleć: zwykła relacja. Nie, nie zwykła. Zwykła nie oddałaby tej niezapomnianej podniosłej atmosfery.
Piękna, prawdziwa i wzruszająca.
Napisana pięknym polskim językiem.
Pozdrawiam.
-
@raczek
Ale przecież hołd można oddać bez podróżowania nocą przez całą Polskę, bez stania 10 godzin w kolejce! Czy może nie można?
Czyn wymagający wysiłku, poświęcenia, samozaparcia - ma szczególną wartość i wymowę. A dla osób w nim uczestniczących stanowi specjalne, głębokie przeżycie wspólnoty - co możemy odczytać z powyższej notki. Prawda?
Sierpień pamiętnego roku zaczął się dwa lata wcześniej - od pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny. Wtedy po raz pierwszy od bardzo dawna poczuliśmy się wspólnotą - narodem.
Może ta podróż przez pół Polski, a potem dziesięć godzin w kolejce, to też swoista pielgrzymka? I rachunek obywatelskiego sumienia - dla niektórych przynajmniej?
-
@raczek
Nie pojadę. Nie mogę stać (zdrowie wysiadło).
Ale byłam w Warszawie 2 czerwca 1979 roku, i pod stocznią w sierpniu 80. I wiem, że teraz jest tak samo - mimo żałoby, mimo bólu - jest to niesamowite poczucie wzajemnej bliskości. Poczucie, że ludzie są dobrzy!!! I że tych dobrych ludzi jest tak dużo!!!
Tak było właśnie w czasie Solidarności.
Może Pan Bóg zesłał na nas ten straszny znak, żeby młodzi zrozumieli, co to jest Polska.
-
Dziękuję Panu za zamieszczenie relacji
Pana styl wytrąca argumenty dla salonowiczów, którzy sądzą, myślą, mają swoje zdanie jedynie prawdziwe i nie podważalne. Pana wpis burzy zasady panujące w salonie. Czołowi dyskutanci nie mogą zabrać głosu ponieważ Pan ich nie atakuje, nie mogą też Pana poprzeć bo nie wiadomo co Pan myśli. Pana styl- relacja- jest strzałem w dziesiątkę. Powodzenia.
Jeszcze raz dziękuję.
-
Panie Raczek
bardzo pieknie
God Bless You
-
All - Na śmierć Prezydenta sł. M. Wolski, muzyka S. Markowski
Warto posłuchać u mnie
-
@Autor
Bardzo podobne odczucia do tych, które i ja wyniosłem z TEJ KOLEJKI. Nawet gdyby więcej już nic dobregego nie mogło urodzić się z tej tragedii - to i tak to jedno wystarczy. Ale mam nadzieję, że to nie koniec... Coś musi się zmienić, już nie można wrócić do tego co było. Nie wolno!
-
@raczek
Pięknie Pan to opisał. Przypomniało mi się jak sam stałem.
Ja byłem 14-go. W pierwszej sali były tylko 4 trumny. W pierwszej był Pan Stasiak i gdy stałem już na schodach przyszły do niego dwie starsze kobiety.
Nie wiem jak wystałem te 7 godzin - choć mniej od innych (tak trafiłem) to i tak nigdy w życiu tyle czasu nie stałem bez przerwy na nogach. Chyba Matka Boska pomogła, bo nawet specjalnie nie bolało. Za to następnego dnia i owszem.
Przy parze Prezydenckiej zachowałem się zachłannie i troszkę się pomodliłem. A potem jeszcze się wpisałem do księgi - oczywiście do końca nie mogłem się zdecydować co wpisać, tyle jest ważnych rzeczy do wypowiedzenia.
Pozdrowienia dla kolejkowiczów.
-
Dzieki serdeczne!!!
Nie moglem byc, mieszkam za granica, dzieki ze moglem sobie dzieki Tobie uzmyslowic ten wspanialy klimat!!!
Niech Zyje Wolna Niepodlegla Polska!!!
-
@autor nie mogłem tam byc
ale dzieki twojej relacjulem poczulem, jakbym byl. dzieki.
-
Dziękuję
Bardzo piękna i wzruszająca relacja. Dziękuję. Wkrótce wyruszam na pl. Piłsudskiego, a jutro rano do Krakowa i bardzo się boję, że nie zdążę.
-
dziękuję za tę opowieść
własnie coś takiego chciałem na salonie przeczytać.
jeszcze jedno - w pewnym sensie byłeś tam też za mnie. za to też dziękuję.
-
@autora
Przeczytałem Pana wpis 2 razy. Zaraz przeczytam raz trzeci.
Dziękuję!
p.s.
Prześlę Pana wpis w mejlu do wszystkich moich znajomych.
-
jeszcze jedno
przeczytałem poprzednią notkę. Pisz człowieku jak najwięcej, skoro już się na to zdecydowałeś. będziesz tutaj - głupio to zabrzmi - gwiazdą.
-
Nie wiem
wprawdzie, czy stałam przed czy za Panem, odczucia miałam takie same, tylko Pan potrafił to ubrać w takie pięlne słowa. Dziękuję.
-
Drogi Autorze
Dziękuje za piękny wpis, mi Stać w Warszawie dane nie było, ale w Krakowie postoję.
-
@CmentarnyDech
do zobzczenia w krakowie
-
@
Supertekst. Dziekuje
-
dziękuję za tę relację
ja też byłem lecz mieszkam niedaleko a i na kolejkę trafiłem krótką - więc "zasługa" żadna.
Cieszę się z tego co się dzieje po tej katastrofie - ludzie którym leży na sercu dobro Polski ( wcale nie koniecznie z PiS ) mogą się wreszcie zobaczyć i policzyć. To wywoluje też już agresję - ale chyba nie należy być zdziwionym
-
@autor
też się dopisuję do podziękowań za relację.
&
-
No właśnie
To morze kwiatów na dziedzińcu robi ogromne wrażenie. Szkoda, że w telewizji w ogóle go nie widać.
Staliśmy w kolejce o jedną dobę wcześniej - i o kilka godzin krócej. Ale przeżycia te same.
-
Autor
Dzieki za relacje, lzy same cisna sie do oczu...ktos ladnie napisal na salonie24 - "oni zamkneli oczy, zeby ludziom sie otworzyly", jest nadzieja, ze pozostana zawsze otwarte.
Jeszcze raz dzieki jako, ze pisze z daleka ale wszystko jest mi tak bliskie..
-
@Autor
Musiałam przeczytać kolejny raz. Też tam byłam,a czytając ten tekst wszystko mi się przypomina. Takie same odczucia. Dzięki
Piszę w lubczasopismach
-
26.03.2012 22:39
-
30.11.2011 10:43
-
23.10.2011 17:04
-
23.10.2011 15:53
Ostatnie notki
-
Lenin is back!
Zanim dobiegł końca dzień, w którym 31 lat temu próbowano zabić Jana Pawła II, kluczową postać w...
15.05.2012 12:04 0 -
Nie jesteśmy moherowymi talibami!
Z dużym niepokojem przyglądałem się akcji zainicjowanej przez jednego z blogerów, której celem miało być...
02.05.2012 17:42 2 -
W obronie historii. Czy to ważne?
W 1994 w Castel Gandolfo w trakcie sympozjum dotyczącego tożsamości europejskich społeczeństw Paul Riceour,...
13.04.2012 12:41 0
Moje ostatnie komentarze
-
Trafna diagnoza! pozdrawiam!
26.03.2012 23:18
-
Dziękuję za ciekawy głos. Czy możesz dać jakieś źródło do tych pamiętników...
27.02.2012 23:31
-
W książce jak słusznie podnosisz nasz bohater był w związku z kobietą. W filmie jest scena,...
27.02.2012 20:10
-
Dziekuję za Twój głos. Jakie inne doskonałe filmy mógłbyś polecić? Tym, co...
27.02.2012 11:17
-
To prawda, ciężko to zmieścić w smsie :)
21.11.2011 13:43
Najpopularniejsze notki
-
James Bond wolał chłopców
komentarze: 24
-
Przedsiębiorco – dawaj forsę!
komentarze: 9
-
Gdyby nie Lech Kaczyński nie siedziałabym tutaj teraz z Wami
komentarze: 3
-
Poradnik dla Niemca na Euro 2012 wg TVN
komentarze: 3
-
Nie jesteśmy moherowymi talibami!
komentarze: 2
Aktywne dyskusje
-
Nie jesteśmy moherowymi talibami!
komentarze: 2ostatnio: LIKA
-
Gdyby nie Lech Kaczyński nie siedziałabym tutaj teraz z Wami
komentarze: 3ostatnio: WIESŁAWA
-
10.04. Sens.
komentarze: 1ostatnio: KRZESIMIR
-
Poradnik dla Niemca na Euro 2012 wg TVN
komentarze: 3ostatnio: ODA
-
Anonymus uderzają w Watykan
komentarze: 2ostatnio: KATOLIK
Moje tagi
Ulubione blogi i lubczasopisma
- box2008 266 2445
- Budyń78 613 2276
- Filip Stankiewicz 198 619
- Free Your Mind 1435 61488
- seawolf 845 10106



Dziękuję serdecznie za tę serdeczną relację.